Umiejętności

Kij trekkingowy przebił turystę na 16 km do szpitala

David Cifaldi przeszedł 16 kilometrów z kijkiem trekkingowym wbitym w tułów po upadku na Granite Peak.

Tomasz Biernat · 28 lipca 2026
Emergency team provides aid to an injured climber during a mountainside rescue mission.
Fot. Roman Apaza / Pexels · Pexels License

Kij trekkingowy to jeden z podstawowych elementów wyposażenia każdego turysty górskiego, ale historia Davida Cifaldiego pokazuje, jak przedmiot zwykle pomocny może w sekundzie stać się śmiertelnym zagrożeniem. Tego nauczył się na własnej skórze turysta, który 20 lipca przeszedł 16 kilometrów z kijkiem przebijającym jego tułów — i przeżył, by opowiedzieć o tym doświadczeniu.

Jak doszło do wypadku na Granite Peak?

Wypadek wydarzył się podczas wejścia na Granite Peak, najwyższy szczyt stanu Montana o wysokości około 3902 metrów. David Cifaldi wspinał się z dwoma znajomymi — Jesse Rossem i Bradem Reichem — gdy poślizgnął się na skałach blisko wierzchołka. Upadek wydawał się zwyczajnym incydentem, ale jego konsekwencje były dramatyczne: jeden z kijków trekkingowych przebił Cifaldiego z boku pod lewą ręką i wyszedł w dolnej części pleców.

Mężczyzna szybko ocenił swoją sytuację. Pracując jako pielęgniarz na oddziale ratunkowym i mając szkolenie z zakresu opieki nad ranami, wiedział, co robić. — Kiedy się obróciłem, w pewnym sensie wiedziałem, że coś jest nie tak — relacjonował w rozmowie z lokalną stacją KVTQ. Jednak jego analiza była trzeźwa: kij ominął narządy wewnętrzne o włos, a on sam był w stanie brać głębokie oddechy.

Czy samodzielne zejście było bezpiecznym rozwiązaniem?

Po wysłaniu zgłoszenia przez komunikator satelitarny grupa wspólnie podjęła decyzję o samodzielnym zejściu ze szlaku. Powrót tą samą trasą, którą weszli, zajął im około 6,5 godziny — dystans 16 kilometrów z otwartą raną i kijkiem wciąż w ciele Cifaldiego.

Decyzja ta, choć ryzykowna, okazała się uzasadniona. Kluczową rolę odegrała organizacja zespołu i doświadczenie jego członków:

Element asekuracjiRola w zejściu
Jesse RossSzedł za Cifaldim, asekurując go na trudnym terenie
Brad ReichSzedł przodem, ostrzegając napotkanych turystów
Komunikator satelitarnyUmożliwił wezwanie pomocy i podjęcie świadomej decyzji
Wiedza medyczna CifaldiegoPozwoliła na ocenę zagrożenia i kontrolę oddychania

Ross opowiadał, że Reich kazał im iść do przodu i uprzedzać ludzi, aby małe dzieci nie musiały widzieć tak paskudnej rany. To pokazuje, jak w ekstremalnej sytuacji zespół myślał nie tylko o przetrwaniu, ale i o psychicznym bezpieczeństwie innych turystów na szlaku.

Co to oznacza dla każdego turysty górskiego?

Historia Cifaldiego niesie kilka ważnych lekcji dla każdego, kto planuje wyprawę w góry. Po pierwsze, kije trekkingowe — choć zwykle pomocne — mogą być niebezpieczne podczas upadku. Ich prawidłowe użycie i przechowywanie jest istotne, szczególnie na trudnych terytoriach ze skałami.

Po drugie, przygotowanie psychiczne i medyczne ma znaczenie. Cifaldi, znając podstawy pierwszej pomocy, nie panikował. Wiedział, jak ocenić swoją sytuację i kiedy bezpiecznie jest się poruszać. Dla zwykłego turysty oznacza to, że warto zainwestować w szkolenie z zakresu pierwszej pomocy w górach, zwłaszcza jeśli planuje wyprawy na trudne szczyty.

Po trzecie, zespół jest nieoceniony. Samodzielne zejście z taką raną byłoby niemal niemożliwe. Asekuracja kolegów, ich obecność psychiczna i praktyczna pomoc były kluczowe. To argument za tym, aby nigdy nie wchodzić w góry samemu, szczególnie na szczyty wymagające techniki wspinaczki.

Po czwarte, komunikacja satelitarna okazała się ratunkiem. Grupa mogła wezwać pomoc, ale jednocześnie podjęła świadomą decyzję o samodzielnym zejściu, zamiast czekać na helikopter ratunkowy na niedostępnym terenie. To pokazuje, jak ważne jest posiadanie niezawodnego sposobu komunikacji poza zasięgiem sieci komórkowej.

Jak zakończyła się historia?

Po dotarciu do początku szlaku Cifaldi trafił do lokalnej przychodni, a następnie kolegów zawieźli go do szpitala w Billings, oddalonego o około dwie godziny jazdy samochodem. Tam chirurdzy ostrożnie usunęli kij. Mężczyzna miał szczęście — kilka centymetrów w inną stronę i historia mogłaby skończyć się tragicznie.

Cifaldi wykazał się niezwykłą determinacją i spokojem w obliczu zagrożenia. Jego słowa po operacji podsumowują całą sytuację: — Czuję się ogromnie szczęśliwy. Kilka centymetrów w inną stronę i ta historia wyglądałaby inaczej.

Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że gdy rana się całkowicie zagoi, Cifaldi i jego przyjaciele mają w planach ponowne wejście na Granite Peak. To pokazuje, że doświadczenie, choć bolesne, nie zniechęciło ich do górskiego turyzmu — a jedynie wzmocniło ich szacunek do gór i lepsze zrozumienie zagrożeń, które niosą.

Na podstawie: WP Turystyka - Najpiękniejsze miejsca na wakacje - WP.PL. Tekst opracowany redakcyjnie.