Wyprawy

Zaginięcie Wandy Szeptun: lekcja bezpieczeństwa na biwaku

Historia zaginięcia Wandy Szeptun w 2009 roku nad Jeziorem Nyskim to wciąż niewyjaśniona sprawa.

Redakcja · 6 lipca 2026
A group of friends sharing a campfire by the lake, playing guitar under a starlit sky.
Fot. Vitaly Gariev / Pexels · Pexels License

Zaginięcie Wandy Szeptun w 2009 roku to jedna z najbardziej zagadkowych spraw kryminalnych w Polsce, która wciąż budzi emocje i pozostaje niewyjaśniona. Historia tej 40-letniej kobiety, która zniknęła podczas zwykłego biwaku nad Jeziorem Nyskim, pokazuje jak szybko sytuacja może wymknąć się spod kontroli — i jakie konsekwencje może mieć brak podstawowych zasad bezpieczeństwa na wyprawach grupowych.

Przebieg zdarzeń: od biesiadowania do zaginięcia

24 kwietnia 2009 roku Wanda Szeptun i jej mąż Jacek wybrali się na weekendowy biwak nad Jezioro Nyskie na Dolnym Śląsku. Towarzyszyły im dwa zaprzyjaźnione małżeństwa ze znanych im z pracy osób. Grupa miała wspólnie świętować imieniny jednej z kobiet. Obozowisko rozbiło się na rzadko uczęszczanej plaży — rozpalono ognisko i rozpoczęto biesiadowanie z alkoholem, rozmowami i dobrą zabawą.

Późnym wieczorem, około godziny 23:00, Wanda poinformowała towarzyszy, że idzie za potrzebą. Zabrała ze sobą jedynie telefon komórkowy i weszła w otaczający jezioro gęsty las. Gdy po kilkunastu minutach nie wróciła, grupa zaczęła się niepokoić. Mąż i znajomi nawoływali kobietę w ciemnościach i próbowali się do niej dodzwonić — jednak telefon Wandy był już wyłączony.

Akcja poszukiwawcza: intensywne działania bez rezultatu

Około godziny 1:30 w nocy uczestnicy biwaku powiadomili policję. Ze względu na trudną do określenia lokalizację obozowiska funkcjonariusze dotarli na miejsce dopiero około godziny 3:00 nad ranem. Natychmiast przystąpiono do akcji poszukiwawczej z użyciem psa tropiącego. Rano działania rozszerzyły się — zaangażowali się strażacy oraz profesjonalni płetwonurkowie.

Przeszukano okoliczne lasy, zarośla, ośrodki wypoczynkowe oraz dno Jeziora Nyskiego. Przesłuchani zostali dwaj wędkarze, którzy przebywali w okolicy tej feralnej nocy — obaj potwierdzili, że nie widzieli ani nie słyszeli nic niepokojącego. Jedynym punktem zaczepienia stały się zeznania dwóch świadków, którzy około godziny 5:00 rano widzieli niedaleko miejsca zaginięcia kobietę łudząco podobną do Wandy. Nigdy jednak nie udało się potwierdzić, czy faktycznie była to ona.

Co szczególnie zastanawiające — w miejscu obozowiska nie odnaleziono żadnych rzeczy osobistych zaginionej, takich jak kosmetyki czy ubrania na zmianę. Sugerowało to, że Wanda nie planowała nocować na biwaku i chciała szybko wrócić do domu.

Teorie śledczych: od ucieczki do morderstwa

Śledczy brali pod uwagę różne scenariusze. Najbardziej prawdopodobnym według policji była dobrowolna ucieczka od dotychczasowego życia. Przesłanką miały być słowa córek Wandy — 17-letniej Patrycji i 12-letniej Klaudii — które przyznały, że matka w dniach poprzedzających biwak była smutna i przygnębiona.

Jednak córki nie wierzyły w tę wersję, stanowczo podkreślając, że matka bardzo je kochała i nie porzuciłaby ich z dnia na dzień bez słowa. Ta rozbieżność opinii pokazuje, jak trudne jest ustalenie prawdy w przypadku zaginięć — nawet bliscy ludzie mogą mieć zupełnie inny obraz sytuacji.

Społeczny lincz i emigracja świadków

Pomimo braku dowodów lokalna społeczność szybko wydała własny wyrok. Mąż Wandy, Jacek Szeptun, padł ofiarą społecznego lynczu — był wytykany palcami, dręczony głuchymi telefonami, a nawet został pobity. Zaszczuty mężczyzna po latach podjął decyzję o opuszczeniu Polski i zamieszkaniu w Niemczech.

Co budzi szczególne podejrzenia — wszyscy pozostali uczestnicy tamtej imprezy wyemigrowali z kraju i zerwali ze sobą kontakt. Nie chcą wypowiadać się na temat wydarzeń tamtej nocy. Ta zbieżność zdarzeń wzbudzała spekulacje, choć bez formalnych dowodów policja nie mogła wszcząć śledztwa w sprawie zabójstwa.

Prywatne śledztwo córek i angażowanie mediów

Mimo upływu lat córki Wandy nigdy nie pogodziły się z utratą matki. W 2016 roku wzięły udział w programie telewizyjnym “Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”, mając nadzieję na dotarcie do nowych świadków. Wypożyczyły też łódkę, aby przeszukać wysepki oraz trudno dostępne rejony Jeziora Nyskiego.

W sprawę zaangażował się również znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak ze swoją fundacją “Na Tropie”. Bezradna rodzina zwracała się nawet do jasnowidzów. Krzysztof Jackowski twierdził, że zaginiona nie żyje, a jej zwłoki znajdują się w trzcinach tutu obok miejsca obozowiska. Inny jasnowidz przedstawił wizję, według której Wanda padła ofiarą dwóch napastników, została zgwałcona i uduszona, a jej ciało porzucono w starej studzience kilkanaście kilometrów dalej. Żadnej z tych wizji nie udało się potwierdzić.

Co to oznacza dla bezpieczeństwa na wyprawach?

Historia Wandy Szeptun jest ostrzeżeniem dla każdego, kto wybiega się na biwaki i wyprawy grupowe. Przypadek pokazuje kilka krytycznych błędów, które mogą mieć tragiczne konsekwencje.

Po pierwsze — nigdy nie oddalaj się samotnie od grupy, zwłaszcza w nocy i w terenie, który nie znasz. Wanda weszła w gęsty las z jedynie telefonem komórkowym, bez latarki, bez informacji dokładnie dokąd idzie czy kiedy powinna wrócić. Po drugie — zawsze powiadom kogoś z grupy nie tylko że odchodzisz, ale też dokładnie gdzie idziesz i ile czasu powinno Ci zająć. Po trzecie — noś przy sobie narzędzia komunikacji (telefon z pełną baterią) i orientacji (latarkę, gwizdek alarmowy, mapę). Po czwarte — ustal z grupą konkretny czas, po którym jeśli ktoś się nie pojawi, należy zacząć poszukiwania i powiadomić służby.

Sprawę Wandy Szeptun utrudnia fakt, że obozowisko było trudne do zlokalizowania dla policji — zawsze upewnij się, że służby mogą łatwo dotrzeć do Twojej lokalizacji biwaku. Udostępnij komuś poza grupą dokładne współrzędne GPS lub adres.

Od 2009 roku sprawa wciąż ma status nierozwiązanej. Wanda Szeptun jest uznawana za osobę zaginioną. Z uwagi na brak jednoznacznych dowodów potwierdzających udział osób trzecich, policja prowadzi jedynie poszukiwania, a nie formalne śledztwo w sprawie zabójstwa. Klucz do tajemnicy z tamtej nocy wciąż tkwi w rękach tych, którzy przebywali nad Jeziorem Nyskim — a ich milczenie i emigracja sprawiają, że sprawa utknęła w martwym punkcie.

Najczęstsze pytania

Co się stało z Wandą Szeptun?

Wanda Szeptun zaginęła 24 kwietnia 2009 roku nad Jeziorem Nyskim podczas biwaku. Wieczorem oddaliła się od grupy za potrzebą i nie wróciła. Do dziś nie ustalono, co jej się przydarzyło — sprawa pozostaje niewyjaśniona.

Gdzie zaginęła Wanda Szeptun?

Wanda zaginęła nad Jeziorem Nyskim na Dolnym Śląsku, w pobliżu Kamieńca Ząbkowickiego. Weszła w gęsty las otaczający jezioro wieczorem i nigdy nie wróciła na obozowisko.

Czy znaleziono zwłoki Wandy Szeptun?

Nie, zwłoki Wandy Szeptun nigdy nie zostały odnalezione. Policja, strażacy i płetwonurkowie przeszukali okoliczne lasy, zarośla i dno jeziora bez rezultatu.

Jakie są zasady bezpieczeństwa na biwaku w grupie?

Nigdy nie oddalaj się samotnie od grupy, zawsze informuj kogoś dokładnie dokąd idziesz i kiedy wrócisz, noś przy sobie telefon z naładowaną baterią, a w terenie trudno dostępnym — latarkę i gwizdek alarmowy.

Czy mąż Wandy Szeptun miał coś wspólnego z jej zaginięciem?

Nie ma formalnych dowodów przeciwko mężowi. Policja brała pod uwagę scenariusz dobrowolnej ucieczki, ale bez jednoznacznych faktów sprawa pozostaje nierozwiązana.

Na podstawie: Pudelek. Tekst opracowany redakcyjnie.